Czasy, w których żyjemy, wymuszają na nas sięganie po coraz to więcej – więcej pieniędzy, a więc i więcej pracy, a co za tym idzie – więcej samokształcenia. Ciężko w tym wszystkim znaleźć czas dla rodziny i dzieci, nie wspominając już o chwili wytchnienia dla siebie samego.

Dlaczego pędzimy?

Dawniej ludzie mieli nieco inne priorytety – codzienne czynności wyznaczane były przez pory dnia i przez to, co było do zrobienia w gospodarstwie. Rzadko mieli czas na błogie lenistwo, ale gdy trafiała im się ku temu sposobność – wykorzystywali ją najlepiej, jak tylko potrafili.

Spacerowali, spotykali się ze znajomymi, uprawiali sporty, czytali książki, czy grali w różne gry zespołowe. Nie było wówczas komputerów i telefonów, a zatem siłą rzeczy ich zabawy były bardziej naturalne dla ciała i dawały im więcej korzyści.

Obecne czasy to istny wyścig szczurów. Wiemy dobrze, że dobra praca nie leży na ulicy, a samymi dobrymi chęciami nie wykarmimy rodziny i nie opłacimy rachunków. Podejmujemy się więc różnych prac, staramy się dokształcać, zmieniać pracę na coraz lepszą, aby sprostać konsumpcyjnemu stylowi życia, który narzuca nam konieczność posiadania coraz to nowszych dóbr materialnych.

Rezultat jest taki, że gdy próbujemy zatrzymać się, założyć rodzinę, skupić się na rozwoju osobistym – mamy wrażenie, że musimy zdecydować, co wybrać – życie w komforcie materialnym, czy po prostu życie w spokoju?

Jak się to odbija na naszym zdrowiu i relacjach?

Gdy pędzimy, nie mamy czasu poznawać ludzi – umawiamy się na szybkie randki, a po kilku średnio udanych spotkaniach dajemy sobie spokój, rzucając się w wir nowej znajomości, skoro tamta nie okazała się dość obiecująca. W efekcie poznajemy wielu ludzi, mamy czasem fajny sex, ale zapominamy o tym, co w związkach najważniejsze – poświęcanie sobie czasu, poznawanie siebie latami.

Na codziennym pędzie za sukcesami i karierą cierpi też nasze zdrowie. Rekompensujemy sobie wielogodzinny dzień w pracy sałatką na lunch i wyciskiem na siłowni po pracy licząc na to, że w ten sposób udało nam się osiągnąć kompromis między zdrowym życiem, a pracą.

Bywa, że nie mamy czasu nawet na ten spokojny lunch i siłownię. Jemy wtedy byle co, popijamy byle czym i nie spalamy kalorii w sporcie, bo nasz bieg jest tylko biegiem po sukces, po osiągnięcie kolejnego szczebelka w drabince władzy.

Biegnąc – daleko nie zajdziesz!

Życie w ciągłym biegu zdecydowanie odbija się na naszym zdrowiu, i to fatalnie. Stajemy się narażeni na choroby układu krwionośnego – zawał serca, miażdżyca, zakrzepica. Zjadamy potrawy wysoko przetworzone, nafaszerowane chemią i w efekcie borykamy się z alergiami pokarmowymi.

Wreszcie – odwlekamy w nieskończoność zajście w ciążę czy spłodzenie potomka, i w rezultacie gdy już się na to zdecydujemy, okazje się za późno. Taki tryb życia prowadzi często do depresji, pracoholizmu i zwykłych chorób somatycznych, które wynikają pośrednio właśnie z naszego trybu życia.

Co więcej – ciągłe narażenie na stres powoduje namnażanie się w naszym organizmie komórek nowotworowych! To jedna z najstraszniejszych rzeczy, jakie może nam przynieść bieg po sukces. Często nie potrafimy lub nie chcemy powiązać swojego złego stanu zdrowia ze złym trybem życia.

Jedno jest pewne – w dzisiejszych czasach musimy umieć nadążyć za tym, co daje nam spełnienie i pozwala przetrwać w jako takiej stabilizacji finansowej. Jednocześnie jednak musimy pozwolić sobie na chwilę dla siebie – przez 15 minut dziennie nie robić dosłownie nic, czasem pojechać na wycieczkę lub pójść z dziećmi do parku – póki jeszcze możemy się tym cieszyć!

ZOSTAW ODPOWIEDŹ